W życiu chodzi o coś więcej niż o zwiększanie jego tempa

“W życiu chodzi o coś więcej niż o zwiększanie jego tempa” powiedział Mahatma Gandhi.

Chciałabym robić więcej, chciałabym pisać więcej, prowadzić więcej sesji, warsztatów, więcej grać na pianinie, tworzyć więcej piosenek, więcej podróżować, więcej spotykać się z najbliższymi…

Ale w życiu chodzi o coś więcej niż o zwiększanie jego tempa…

Nie umiem rozciągnąć doby i też już nie chcę. Było inaczej w przeszłości.

Nie znam dokładnego momentu, kiedy mi się to zmieniło. Może to było przed przeprowadzką do Warszawy, albo zaraz po. Ale stało się coś, bo stwierdziłam: dziękuję, nie spieszę się.

To jest paradoks mojego życia, że w Krakowie (w którym ponoć nikomu się nie spieszy) cisnęłam jak burza, a w Warszawie (w której ponoć każdemu się spieszy) zwolniłam, jak nigdy… (ja i moje życie buntowniczki )

A jeszcze większy paradoks jest taki, że kiedy zwolniłam, zaczęło się układać bardziej niż wcześniej.
I prywatnie, i zawodowo, to po prostu zaczęło płynąć.

Bez ciśnienia, bez zwiększania tempa.
Znacie to?
Życie płynie lżej, kiedy przestajemy się z nim pchać.

Chcę zrobić jeszcze tyle rzeczy w życiu. Chcę założyć rodzinę, urodzić dzieci, otworzyć swoją szkołę, napisać książkę (wreszcie!), stworzyć swój utwór na pianinie, zagrać znów choć raz jeszcze koncert, wrócić do malowania, robić więcej zdjeć, pojeździć znów skuterem po Azji (tym razem bez wjeżdżania w słup oblepiony kartonami ), stanąć na desce surfingowej (to jest realne w maju!) i… masę jeszcze innych rzeczy…

Tylko nie wszystko na raz. Nie wszystko tu i teraz. Po kolei. A może nie wszystko w ogóle. Bo przecież nie wszystko możemy zaplanować, nie wszystko jesteśmy w stanie przewidzieć.
Jesteśmy reżyserami w filmie pt. życie, ale jesteśmy też czasem aktorami, którzy mają do odegrania swoją rolę. Niekoniecznie kontrolowaną.

_____

Jak pewnie zauważyliście, jestem totalnie nieregularna w pisaniu tutaj do Was. I to nie dlatego, że mi się nie chce. Po prostu nie jestem w stanie zrobić wszystkiego na raz. Miałam o to do siebie pretensje, ale już nie mam.

Doszłam do wniosku, że wolę tu być dla Was rzadziej, a konkretniej niż często i byle jak.

I chyba nigdy tego nie pisałam, a dziś czuję, że to jest dobry moment, żeby to napisać: dziękuję Wam, że tu jesteście w tej przestrzeni internetowej. Dziękuję Wam za Wasze dobre słowa, często pisane w prywatnych wiadomościach. Dziękuję, że mnie mobilizujecie, żebym pisała, chociaż ciągle gdzieś kręci się w głowie myśl, że przecież nie mam nic szczególnego do powiedzenia, i że wszystko już zostało napisane… a ja to tylko odtwarzam. Dziękuję Wam, że się ze mną dzielicie swoimi historiami i że rozumiecie moje specyficzne poczucie humoru. Dziękuję Wam też, że lubicie, jak ja, pofilozofować.

Kiedy piszę to czuję, jakbym zaczynała rozumieć życie na nowo. Myśli spisane mają inną moc niż myśli pomyślane.

A kiedy czytacie to co napiszę i dla Was jest to wartościowe, czuję, że otrzymuję jakiś kolejny przywilej w życiu. To dużo naprawdę. Dziękuję.

Dziękuję Wam też za to, że ostatnio więcej niż zwykle otrzymuję od Was wiadomości, że lubicie ten mój sposób, w jaki opisuję rzeczywistość. Ktoś dla mnie ważny powiedział mi dawno temu, że mam zgrabne pióro. Chyba czas wziąć tę rangę w swoje ręce.

_____

Jutro mam bardzo ważne spotkanie, dzięki któremu może się okazać, że będę miała więcej czasu na pisanie. Trzymajcie proszę za mnie kciuki! A jeśli się tak nie okaże, to spodziewajcie się tutaj niebawem grubego ogłoszenia o pracę, bo dojrzałam do tego, że potrzebuję prawej ręki bardziej niż zwykle.

W weekend zmieniam mieszkanie i też w weekend otwieram przestrzeń gabinetową z moją serdeczną rozmówczynią bez planów Agata Gebhardt.

W marcu będę miała kilka warsztatów wyjazdowych, sporo sesji indywidualnych, nagrywanie kolejnych podcastów. Mam nadzieję, że też odbędzie się sesja zdjęciowa na moją stronę i na stronę mojej nowej firmy, której nazwy jeszcze nie mogę zdradzić (bo z moim szanownym wspólnikiem nadal tej nazwy szukamy ).

Dużo się dzieje. Dlatego, nie ma potrzeby, żeby dodatkowo zwiększać tempo życia. Ale korci czasem bardzo, żeby jednak pocisnąć… i jak korci to wtedy kładę się i oddycham (jeśli akurat jestem w metrze to po prostu oddycham ).

_____

Jeśli czujecie, że czas ucieka Wam przez palce, dni lecą tak, że nie odróżniacie poniedziałku od czwartku, to znaczy, że być może gdzieś umyka Wam uważność.

Zatrzymajcie się. Świat będzie się i tak kręcić dalej.
Zamknijcie oczy. Słońce nadal będzie świecić.
Pozwólcie sobie na płacz. Siła nadal w Was będzie.

Zauważcie, że oddychacie.

Bo jeśli oddychacie, to znaczy, że żyjecie. A jeśli żyjecie, to znaczy, że życie Was kocha. A jeśli życie Was kocha, to zupełnie nie ma potrzeby się spieszyć. Jak kocha to poczeka.

_____

Ostatnio moja znajoma napisała mi bardzo dużo komplementów na temat mojego pisania. Z tego miejsca serdecznie dziękuję szczególnie tej osobie, gdyż zmobilizowała mnie do tego, aby może bardziej świadomie ujawniać światu myśli spisane Michalskiej.

Niech ten dzień będzie dla Was piękny.
Ja wracam do sesji z klientami.

❤️

P.S. Tak wiem, że jak nie piszę to nie piszę, ale jak już piszę to wychodzi elaborat. Wybaczcie.