Szary proces

Szary proces.

Od kilku dni chodzę i myślę o czarnym proteście i białym marszu. Czytam sporo, rozmawiam z innymi kobietami na ten temat i mam wrażenie, że w internecie brakuje jakości tych rozmów, które mam okazję przeprowadzać na żywo… brakuje mi rozmów, a nie przerzucania się oskarżeniami.

Lewa strona jest dobra. Prawa strona jest zła. Prawa strona jest dobra. Lewa strona jest zła.

Jestem zmęczona tą naszą polską totalną polaryzacją. Jestem zmęczona tym, że jedni drą się na drugich, wyzywają, nie słuchają, obrażają. Jestem zmęczona tym, że brakuje szacunku. Po jednej i drugiej stronie. Serio, przeraża mnie czasem poziom wulgaryzmu ze strony kobiet. Przeraża mnie poziom bezwzględności po stronie mężczyzn. Czytam te komentarze zwolenników i przeciwników jednej i drugiej strony i mam wrażenie, jakby te komentarze pisały wściekłe psy, które mają ochotę przegryźć sobie aortę.

I będzie to oczywiście generalizacja, ale pozwolę sobie na to. Zarówno ludzie z czarnego protestu, jak i ludzie z białego marszu uważają, że mają najświętszą rację. Oni WIEDZĄ co jest najlepszego dla kobiety, dla dziecka, dla mężczyzny. Bo omówmy się, na czarnym proteście nie ma tylko osób, które są przeciwko zaostrzeniu ustawy o aborcji, ale są też osoby, które są za jej zliberalizowaniem. I umówmy się, na białym marszu są osoby nie tylko prolife, ale też takie, którym jest wszystko jedno co się stanie z tym niepełnosprawnym dzieckiem i jego rodzicami.

A gdzie jest środek? Ludzie środka, gdzie jesteście?

Nie wiem kto ma rację. Nie wiem, czy kobieta, która dowiaduje się, że ma śmiertelnie chore dziecko powinna to dziecko usunąć. Nie wiem co ja bym zrobiła i mam nadzieję, że nigdy nie będę musiała stanąć przed takim wyborem. Wydaje mi się, że chciałabym zrobić wszystko zgodnie z naturą. Ale wolałabym mieć wybór. Nie wiem dlaczego. Po prostu czuję, że kiedy ktoś mi coś każe to we mnie rodzi się opór.

Nie wiem, czy kiedy plemnik dostaje się do jajeczka, to w tym momencie pojawia się dusza dziecka. Wierzę w to, że tak jest, ale nie mogę tego w żaden sposób udowodnić. Tak, zgadzam się, że aborcja jest zabijaniem. I tak, zgadzam się, kobieta, która stoi przed decyzją: urodzić śmiertelnie chore dziecko lub je usunąć w ciąży, powinna mieć możliwość wyboru. Powinna mieć dostęp do wsparcia psychologicznego, a przede wszystkim, powinna mieć dostęp do wsparcia socjalnego.

Tylko kto za to wszystko będzie płacił?

Przyznam Wam, że nie rozumiem ludzi, którzy są tak totalnie przekonani o swoich racjach. Jestem zdziwiona, jak wiele osób jest przekonanych, że ich przekonania są ostateczną prawdą.

A kiedy jestem przekonana, że moje przekonania są ostateczną prawdą to wtedy zupełnie nie zostawiam przestrzeni na dyskusję.

Przekonania to nie są fakty.

Przekonania to są opinie. A dyskusje prowadzone są w takim rytmie, jakby te opinie były faktami.

Nie chodzę do kościoła. Czuję się bardziej Słowianką niż Katoliczką, ale w wierze katolickiej zostałam wychowana. Wierzę, że jest coś pomiędzy nami, ludźmi. Ja nie wiem czy to jest Bóg, czy to jest Perun, czy to jest Energia, czy to jest Przypadek. Ale jest coś co powoduje, że wszyscy odrabiamy lekcje w szkole pt. życie.

Może naszą największą polską lekcją do odrobienia jest nauka rozmawiania o sprawach najtrudniejszych?

A może naszą największą lekcją do odrobienia jest szacunek do ludzi o odmiennych poglądach i poszukiwanie przestrzeni do dyskusji?

Jest coś niesamowitego w tym co się dzieje obecnie między kobietami. Jedne łączą się, bo uważają, że ich ciało to ich sprawa. Drugie łączą się, bo uważają, że życie dziecka nie powinno być przerywane bez względu na wszystko.

I są w tym wszystkich też mężczyźni. Jedni wspierają jedną stronę kobiet, drudzy wspierają drugą stronę kobiet.

Brakuje mi tej trzeciej strony kobiet i mężczyzn. Brakuje mi strony środka, która prowadzi mediacje między jedną, a drugą.

Nie jestem mamą. Bardzo pragnę nią być. Od wielu lat. Nie byłam nigdy w ciąży. Nie wiem co to znaczy nosić życie pod sercem. I nie wyobrażam sobie nawet jaki to musi być ogromny ból, kiedy dowiadujesz się, że Twoje dziecko umrze zaraz po urodzeniu, albo że zawsze będzie totalnie uzależnione od maszyn, albo że nie przeżyje porodu. Nie wyobrażam sobie też, jaki to musi być ogromny ból kiedy nie podejmujesz decyzji z miejsca swojego sumienia, ale z miejsca ustawy. Czy to naprawdę o to chodzi?

Jest mi smutno kiedy to piszę. Mija nam w  tym roku 100 lat odzyskania niepodległości, a my wciąż musimy o coś walczyć. Ja mam dość. Nie chce mi się walczyć. Ja chcę się spierać, dyskutować, wymieniać poglądy, ale nie chcę z nikim walczyć. Nie umiem opowiedzieć się, ani po czarnej, ani po białej stronie.

Ja mam swój własny szary proces.

Podobne artykuły

Nie interesuje mnie psychologiczny fast food

Jestem hedonistką. Zdecydowanie lubię kiedy życie idzie gładko i przyjemnie, kiedy wszystko się układa tak jak to sobie zaplanuję lub...

czytaj >

Przesilenie zimowo - wiosenne. Moja krótka historia o tym, co zrobić, kiedy boli ciało

Przesilenie. 🍃 Wczoraj przeżyłam najgorszy dzień tego roku. Obudziłam się rano o 6.45. Nie byłam w stanie ruszyć niczym. Czułam...

czytaj >

Siła w słabości - kawałek własnej historii

Słowa, które znajdują się poniżej powstały, kiedy byłam w trochę innym miejscu, niż jestem teraz. Te słowa powstały też na...

czytaj >