Nie interesuje mnie psychologiczny fast food

Jestem hedonistką.

Zdecydowanie lubię kiedy życie idzie gładko i przyjemnie, kiedy wszystko się układa tak jak to sobie zaplanuję lub wymyślę (czasem rzeczy dzieją  się też bez planowania). Lubię kiedy nie trzęsą mi się mięśnie na treningu, bo wtedy czuję się silniejsza i tłumaczę sobie: jest progres. Lubię sobie usiąść przy laptopie i po prostu zacząć pisać, lubię iść na szkolenie lub sesję i naturalnie płynąć z procesem moich klientów.

Nie wiem jak Ty masz, ale ja mam tak, że nienawidzę się męczyć. Nienawidzę się męczyć w trakcie ćwiczeń, nienawidzę się męczyć kiedy mam napisać artykuł, nienawidzę się męczyć prowadząc szkolenia i sesje indywidualne. W relacjach też nie lubię męczenia. Kiedy sama chodziłam na coaching i na terapię, nienawidziłam się wysilać, bo to wysilanie często łączyło się z bólem. A bólu, tak samo mocno nie trawię. Pewnie dlatego zawsze u dentysty biorę potrójne znieczulenie.

Mam wrażenie, że wiele z nas tak ma. Nie chcemy się napocić przechodząc przez zmiany w życiu. Nie chcemy męczyć się nad projektami. Chcemy ratować relację, ale nie chcemy się zmienić, tylko oczekujemy, żeby ta druga strona się zmieniła. Nie chcemy wysilać się, szukając odpowiedzi na ważne pytania, tylko rach-ciach, wziąć gotową receptę, gotowe rozwiązanie i pobiec dalej w świat.

Nie interesuje mnie psychologiczny fast food.

Ale to, że tego męczenia nienawidzę, nie jest równoznaczne z chodzeniem na łatwiznę. Właśnie pomimo tej nienawiści, zaciskam zęby i po prostu akceptuję to, że życie to coś więcej niż łatwa przyjemność. Zrozumiałam już jakiś czas temu (a moja pani trener od ćwiczeń przypomina mi to non stop), że ból musi być, jeśli ma być zmiana, że jak ta zmiana ma być trwała to potrzebuje czasu, a skoro potrzeba na nią czasu, to pewnie też cierpliwości, właśnie wysiłku i spocenia. Życie to nie tylko hedonizm, czasem to też odroczona gratyfikacja, albo nihilizm. Pisałam o tym kiedyś w tym artykule.

Rozmawiałam ostatnio z jedną specjalistką od social mediów i powiedziałam jej, że gdybym była świadoma 7 lat temu, że coaching i cały ten rozwój osobisty tak się spopularyzuje i obrośnie kupą, to ja naprawdę nie wiem, czy bym się świadomie zdecydowała na taką pracę (pewnie bym się zdecydowała, ale może nie chodziłabym po tym internecie cały czas taka zdziwiona!). Od 7 lat uczę się psychologii, rozwijam swoje kompetencje trenerskie i coachingowe, szukam inspiracji w różnych nurtach terapeutycznych. Im więcej się uczę, tym bardziej pokornieję wobec tego kim jest człowiek i jak przebiega jego rozwój. Absolutnie wierzę w to, że każdy z nas ma w sobie potencjał do wykorzystania, ale nigdy nie odważyłabym się do nikogo powiedzieć, że jest zwycięzcą, że może osiągnąć wszystko czego zapragnie, że siłą woli i właściwą afirmacją może przesuwać góry, albo leczyć choroby. (Tak dla jasności- jestem totalnym zwolennikiem tego, żeby leczyć się nie tylko farmakologicznie. Najbliższe jest mi podejście Arnolda Mindella, który rekomenduje korzystanie z tęczowej medycyny- czyli, z tego co daje nam siła naszego umysłu i duszy, a także różnych ziół, oraz osiągnięcia medycyny współczesnej).

Jak patrzę na to co się dzieje w internecie, mam wrażenie, że świetnie sprzedają się te szybkie afirmacje. Sprzedają się jakieś proste, krótkie hasła, które niby mówią Ci o tym jaka jest najlepsza recepta na życie. Wydaje mi się, że duża część z nas nie chce się zatrzymać i pokontemplować, tylko właśnie napchać się takim psychologicznym fast foodem i stwierdzić: łoooooo, ale jazda, idę realizować marzenia, po czym po dwóch dniach musi znowu się nażreć jakąś papką motywacyjną, żeby utrzymać swój poziom wkręcenia.

Interesuje mnie świadomość i slowfood.

Skoro czytasz nadal, to może jest szansa, że masz podobnie jak ja? Mnie interesuje to, żeby poszerzać swoją świadomość, ale naprawdę. Oczywiście na tyle na ile się da, bo całej nieświadomości raczej nie przetransformuje się w świadomość. Mnie interesuje to, żeby się zatrzymać i poważnie się zastanowić nad swoim życiem, swoim zachowaniem, swoimi decyzjami, emocjami, pragnieniami.

Interesuje mnie to, żeby się dowiedzieć co Ciebie motywuje w życiu do działania, ale już nie interesuje mnie to, żeby dawać Ci gotowe rozwiązania i moje sprawdzone sposoby. Dlaczego? Bo nie jestem Tobą, nie żyję Twoim życiem i nie wiem co jest dla Ciebie najlepsze, ale wiem o co Cię zapytać, żebyś znalazł odpowiedź.

Przeraża mnie, że naprawdę dużo tych kołczów kończy te dziwne szkoły kołczingowe i potem wmawiają ludziom (czasem poprzez świetnie zadane pytania sugerujące), że mogą zrobić wszystko, że ograniczenia są tylko w ich głowach, że kto nie ryzykuje ten nie wygrywa, a depresja to wymysł nieudaczników. No i ok. To jest jakaś część prawdy. Ale tylko cześć. Bo druga strona jest taka, że trzeba się skonfrontować z tym, że nie możesz wszystkiego, że warto wybrać to co możesz robić najlepiej jak potrafisz, ale nigdy nie będziesz robić tego doskonale. Prawda jest taka, że nie tylko możesz być smutny, ale wręcz potrzebujesz mieć kontakt z tym co nieprzyjemne i nawet przerażające. Trzeba się zatrzymać i zrozumieć, że jeśli ktoś się zachował wobec Ciebie jak idiota, to jest nie tylko na jego temat, ale też jest jakoś na Twój temat. Że jeśli ktoś Cię denerwuje, to być może dlatego, że Ty sam masz takie cechy w sobie, ale o tym nie wiesz; albo po prostu brakuje Ci ich w życiu i trochę tego zazdrościsz (niekoniecznie świadomie).

Psychologia ma różne kolory.

Czasem padają oskarżenia wobec coachów, ale też wobec terapeutów, że takie sesje to strasznie droga sprawa, że zapłacenie za godzinę spotkania 100, a czasem nawet 400 złotych, jest poza zasięgiem wielu osób. I mówią, że ci co dają wiedzę za darmo (czyli właśnie taki psychologiczny fast food) robią coś dobrego dla innych.

Być może. Chociaż z tego co wiem, w większości za psychologiczny miał i tak dużo ludzi płaci i to ogromne pieniądze!

Dzisiaj zapraszam Cię do poznania różnych kolorów psychologii. Też za darmo. Ale to będzie wymagało od Ciebie zatrzymania, zastanowienia się nad sobą i być może trochę pomęczenia się przy odpowiadaniu na niektóre pytania.
Wychodząc naprzeciw ludziom, którzy nie zawsze mają pieniądze na korzystanie z pomocy psychologicznej, ale też wychodząc na przeciw tym, którzy szukają czegoś więcej niż szybkie rozwiązania, stworzyłyśmy, ze świetnymi specjalistkami, Magazyn Psychologiczny BANG. W styczniu pojawił się już drugi numer. Zarówno ten pierwszy, jak i drugi możesz pobrać na swój komputer albo telefon, czytając go w dowolnym momencie. I możesz dostać tam chyba coś innego niż na portalach, na których mówi się jak zostać zwycięzcą…


Może to wszystko brzmi jakbym narzekała. Może trochę tak. Ale ja jestem człowiekiem i czasem mogę sobie też po prostu ponarzekać… tak po polsku. 😉

Podobne artykuły

3 pułapki, w które wpadasz z powodu swoich przekonań

3 pułapki, w które wpadasz z powodu swoich przekonań. Zmień swoje przekonania, a zmienisz swoje życie można przeczytać w różnych...

czytaj >

7 zastrzeżeń wobec coachingu

7 zastrzeżeń wobec coachingu. W ciągu mojej 6 – letniej pracy z klientami indywidualnymi i biznesowymi, spotkałam się z różnymi...

czytaj >

Rola nauczyciela

W maju 2015 roku miałam przyjemność uczestniczyć w  warsztacie Train the Trainers „Ucz się jak uczyć”. Szkolenie prowadził Tony Buzan- twórca...

czytaj >
  • Znam niestety wiele osób, które podkreślają, jak jest im trudno i jak chciałyby, żeby było inaczej (tj. miło i bezproblemowo), tylko za wszelką cenę chcą ominąć etap pracy nad soba i proces dochodzenia do tego „inaczej” 🙂 stąd zapewne te wszytkie „plasterki” na duszę, które mają pomóc poczuć się przez chwilę lepiej, ale które też chyba ostatecznie tylko utwierdzają w tym, że nic się nie da ze mną zrobić (no bo przecież próbowałem i nic!).
    Ja mam chyba jednak w tym kontekście szczęście, bo na nasze e-kursy trafiają osoby świadome tego, że żeby nauczyć się radzić sobie z własnymi emocjami czy myślami trzeba dużo pracy. Faktem jest też, że od początku staramy się zawsze uświadomić to, że dajemy narzędzia, wsparcie, prowadzimy za rękę, ale jeśli ktoś codziennie nie będzie pracował nad sobą, jeśli będzie twierdził, że nie ma czasu, że to jest bez sensu itp to nic z tego nie będzie. Zawsze mówimy, że kurs to dopiero początek, a tak naprawdę pracować trzeba cały czas także później, bo inaczej szybko nasze nawyki myślowe, automatyczne reakcje, wracają. Zawsze w przypadku trudniejszych, bardziej złożonych kwestii odsyłamy do specjalistów.
    To o czym piszesz to też chyba kwestia samoswiadomości osób korzystających z różnych „złotych recept”. Trzeba dojrzeć do chęci zmiany, do gotowości na (często ciężką) pracę. A o to niełatwo, w końcu świat nas przekonuje, ze wszystko ma być od razu miłe i ładne. Chociaż kojarzę też jakieś badanie, w którym osobom z (nie pamiętam jakimi) problemami natury psychologicznej dano do wyboru dwie metody leczenia: psychoterapię i elektrowstrząsy. Większość wybrała elektrowstrząsy… to dużo mówi o ludzkiej naturze unikania bólu i sile bólu „niefizycznego”. Pewnie tym osobom psychoterapia przydałaby się w szczególności 🙂

    • Anita Michalska

      Asiu to świetnie, że pracując z ludźmi dbacie o takie warunki brzegowe. Uważam, że w branży okołopsychologicznej, trochę brakuje wspólnego wyznaczania standardów i głośnego mówienia co jest ok, a co jest fe. I zgadzam się też, że ludzie po prostu lubią wygodę i po prostu muszą chcieć zmiany. O tych badaniach, o których piszesz czytałam kiedyś. To jest lekko przerażające, ale też pokazujące po prostu naszą naturę. Z drugiej strony, gdyby nie nasze lenistwo, nie powstałoby tyle wspaniałych rzeczy, aby uprosić nam życie. Ciekawa jestem w którą stronę będzie się to wszystko rozwijać.

  • Prawdziwie napisałaś Anita.

    • Anita Michalska

      Bardzo dziękuję Monika. Na tym mi zależało.